|
Archiwum
Zakładki:
Chłopacy
Dziewczyny
Kupujemy
Lubimy popatrzeć:
Piszemy też (sic!)
Słiitaśny translator
Także czytać nam się zdarza
The amazing four
Ziemia Obiecana
|
środa, 25 czerwca 2008
Ostrzyżone vespiontko poleca
Dzisiejsza bielizna: jak zwykle perfekcyjnie sparowana;) Satynopodobne figi w psychodeliczne kwiatki plus biały stanik z aplikacjami i cekinami Na początek trochę prywaty. Mianowicie chciałam oznajmić, że zdobyłam się na radykalną decyzję i ścięłam kudły (o, tu jest fotka). Tzn. ów akt odwagi miał miejsce parę tygodni temu, ale nie było gdzie ani kiedy się pochwalić. Opinie mojego otoczenia są podzielone, chyba większość osób jest na nie. Co mi zresztą lata koło rzyci ponieważ nigdy wcześniej nie czułam się tak bezpretensjonalnie i komfortowo. Już nie mówiąc ile czasu oszczędzam z rana, nowy fryz nie wymaga bowiem prawie żadnych zabiegów. I na pewno przez najbliższe parę lat nie zamierzam owłosienia zapuszczać. Chociaż muszę przyznać, że zdumiała mnie reakcja niektórych koleżanek z pracy, pod tytułem: "a nie szkoda ci było włosów?" Próbowałam im wytłumaczyć, że jeżeli kogoś natura obdarzyła bujnymi, to niech sobie zapuszcza grzywę i do pasa, ale wiele kobiet naprawdę lepiej wygląda w krótkich. Jak ktoś ma krzywe nogi, dla własnego dobra nie powinien nosić mini, a jak ktoś ma trzy pióra na krzyż, nie ma po co ich hodować. Ale do niektórych to nie trafia, jak dziewczyna to musi mieć długie kudły i kropka, to przecież nasz atut bla bla bla. Taki mentalny zaścianek trochę. BTW aż szkoda, że nie mam jak Wam polecić tej fryzjerki. Poszłam do niej z odręcznym rysunkiem (!) własnego autorstwa, z natury rzeczy średnio precyzyjnym, a dostałam dokładnie to czego chciałam. W dodatku za - w przeliczeniu - ok. 36 PLNów, z myciem łba. No ale niestety to w Edim jest. I na koniec (niestety nie będzie tak profesjonalnie jak u Sutka, bom nieutalentowana w tym kierunku): po latach poszukiwań znalazłam wreszcie eyeliner doskonały: ![]() Od Rimmela. Nazywa się toto Exaggerate Liquid Eye Liner, dostępne jest w kolorach czarnym i brązowym. Nie wiem jak Wy, ale ja bez eyelinerów żyć nie mogę. Tym operuje się bardzo łatwo, nie trzeba mieć szczególnej wprawy żeby wykonać precyzyjną kreskę. Ma optymalną, nie za płynną konsystencję. Wystarczy jedno pociągnięcie, żeby uzyskać odpowiednie natężenie koloru. I najważniejsze: trzyma się na oczach cały dzień. Makijaż robię o szóstej rano, do domu wracam po dwudziestej - podkład i tusz wyglądają już słabo, że o cieniach czy błyszczykach nie wspomnę (dlatego też nie stosuję ich do pracy), a mój eyelinerek wygląda jakbym go przed chwilą nałożyła. Genialny produkt. Niestety nie mogę na stronie Rimmela znaleźć info o cenie, a sama nie pamiętam. Drogi w każdym razie nie jest. That's all folks, fajnie, że nam się trochę blog rozruszał :)
czwartek, 19 czerwca 2008
poważniej
Dzisiejsza bielizna: niebieściuchny stanik La Senza (polecam La Senzę, choć mają tylko rozmiary najmniej 70 i najwięcej E), granatowe bokserki z czerwonymi lampasami. Dziewczęta, kochane! Pamiętacie nasze początki? Powód powstania tego bloga? PS. Nie, nie mam faceta. Nie mam też wąsów, mam piersi i nie noszę kraciastych... a nie, to o lesbijkach :P
wtorek, 10 czerwca 2008
Pulchny sutek w drodze na basen
Zbliżają się wakacje i jak to kobiety zaczynamy zastanawiać się, co zrobić z tym przeklętym celulitem, który odłożył się nam w czasie zimy na pośladach i udach? Niektóre pomyślały o tym wcześniej, inne (tak jak ja) obudziły się w te ciepłe letnie dni z przysłowiową ręką w nocniku pokryte skórką pomarańczową. W panice biegniemy do drogerii i aptek po coś co wygładzi nasze (i tak piękne) uda. By oszczędzić wam czasu i pieniędzy Sutek postawił na sprawdzoną markę i właśnie pisze te notkę pod wpływem silnego szczypania w uda.
wtorek, 23 października 2007
lepiej se na Britnej zrobic glowe niz stracic tu wyplaty polowe.
Dziesiejsza bielizna - majtki czarne z fioletowa koronka, stanik czarny, fioletowe rajstopy Dzisiaj NIE polecam uslug w salonie fryzjerskim Hair Coif w Zlotych Tarasach. Chyba ze lubicie zaplacic duzo otrzymujac niewiele wiecej niz w malym salonie na Pradze. Oto bowiem obsluga jest fatalna. Jako klient jestes zaniedbywany, uwage fryzjera zwraca wiecej kolega/kolezanka na zapleczu, soczyscie klnaca niz twoje wlosy. Nie zrobia ci masazy glowy. Nikt ci nie doradzi w jakich wlosach bedzie ci najlepiej, jaki kolor pasuje. No chyba ze zazyczysz sobie pasemek ok godziny 17. Wtedy wyperswaduja ci ten glupi pomysl - pasemka robi sie za dlugo, lepiej i modniej bedzie jeden kolor nalozyc. Nakladajac klor nie dbaja o twoje ciuchy. Ubrudzi twoj najlepszy sweter i machnie reka - spierze sie. Wiara ich w nowoczesne proszki do prania, zaprawde jest wielka. Podczas ciecia masz wrazenie ze facet umie obcinac tylko na jedna modle i robi to kazdej kobiecie ,nie wazne czy ma glowe okragla, jajowata czy kwadratowa. Nie zna pojecia grzywki. I wciaz mysli o swojej dziewczynie, czekajacej w salonie i tupiacej na ciebie noga. A potem za wszystko kaza ci jeszcze zaplacic. 400 zl. Owszem, z szybka regeneracja zniszczonych wlosow, alekosztem zniszczonego swetra, niezadowolenia z fryzuru, koloru i obslugi.
poniedziałek, 24 września 2007
Jesienny rekonesans
Dzisiejsza bielizna: biała, bawełniana; stanik z kwiatkiem i wstążkami, majtki w różowe kwiatki i krateczkę vichy Dawno nie zdawałam relacji z zakupów, no ale kto chciałby czytać o tak seksownych i glamourowatych nabytkach jak nieprzemakalne spodnie, plecak z siatką wentylacyjną, skarpety z usztywnianą piętą czy stuptupy. Takie ciężkie czasy na mnie przyszły, że albo ekwipunek, albo szmaty, bo muszę oszczędzać. No ale wczoraj uznałam, że przesada w żadną stronę nie jest dobra, wypłaciłam ostatnie Ł50, i poszłam zobaczyć, cóż tam sklepy przyszykowały nam na tegoroczną jesień. W sumie wycieczka udana - upolowałam śmieszny kożuszek bez rękawów (tylko muszę pomyśleć, do czego mogę go nosić) i piękną bluzkę tej firmy dosłownie za grosze (punkt dla TKMaxxa), czyli jest fajnie. Ale ogólnie po raz kolejny stwierdzam, że nie mogę się doczekać kiedy obecna moda się zmieni - ale tak od A do Z, czyli pewnie dopiero za parę lat. No bo tak: - co mi się spodobała kolorystycznie jakaś bluzka, to się okazywało, że jest o linii A. Nienawidzę luzek o linii A. Podejrzewam, że dobrze się sprawdzają kiedy chce się zatuszować fałdki na brzuchu czy brak talii, albo - kiedy są dłuższe - poszerzyć chłopięce biodra. Ja jestem akurat mocno wcięta w pasie, który to atut owe wynalazki skutecznie maskują, mam także dość szerokie (ale przecież, kurde, nie przesadnie!) biodra, co z kolei zostaje uwydatnione - rezultat jest taki, że kobiecy efekt klepsydry zostaje zastąpiony efektem gruchy. - wciąż straszą krótkie płaszczyki i żakiety, nawiasem też o linii A, z ogromnymi guzikami. Kojarzy mi się to z clownami, a clownów nie cierpię od dziecka. Najgorsze są te wielkie guziki. Wiecie tak BTW, że guzikowa fobia jest bardzo rozpowszechniona? Nie udało mi się wprawdzie znaleźć jej fachowej nazwy, ale regularnie natykam się w necie na wypowiedzi osób, które nie znoszą ubrań z guzikami, bo te wręcz je brzydzą. Moja antypatia jest wprawdzie wyłącznie na tle estetycznym, ale wyobrażam sobie, co od paru sezonów muszą przeżywać ci wszyscy biedni ludzie:D - na baletki przestałam psioczyć, odkąd pojawiła się alternatywa dla mnie w postaci peep toes. Ale tak mnie zastanawia - czy już na stałe weszły do kanonu, czy z wielkiego przeboju (wiem, wiem, odgrzewanego) staną się zwyczajną opcją, tak jak kowbojki czy tenisówki, które raz na jakiś czas stają się tak "hot" że łomatko, ale noszone są w zasadzie przez cały czas, czy też wkrótce będą zupełnie passe. Osobiście sądzę, że jednak pozostaną mniej czy bardziej popularne, bo - chociaż ich nie noszę i nosić nie będę - trzeba przyznać, że są to jednak buty wygodne i praktyczne. - a propos peep toes: oprócz powrotu mojej ukochanej barwy szmaragdowej są dla mnie bardzo jasną stroną obecnej mody. Jak niejednokrotnie wspominałam, nie znoszę butów odkrytych, a PT, chociaż de facto takie są, mój puchaty mózg postrzega jako zakryte - golizna występuje w skali, w której nie tylko mi nie przeszkadza, ale wręcz może wyglądać fajnie. Mam nadzieję, że peeptoesowy trend utrzyma się jeszcze przez kilka sezonów. - rurki trzymają się mocno i to się prędko nie zmieni, ale spodni będę na szczęście szukać dopiero po wypłacie. - bufki są nawet ok, dodają odrobinę smaczku nudnym bluzkom koszulowym. Przy czym jak dla mnie - wyłącznie przy rękawach krótkich. Na płaszczach i żakietach nie toleruję. - ogólnie ten cały look laleczki, w rozszerzanej tuniko-bluzeczce, z wielkimi guzikami i kokardami pod szyją, w legginsach i baletkach na opcjonalnie patykowatych nóżkach, z wisiorem po byku dyndającym na wątłej piersi, nie jest dla mnie. Nie pasuje ani do mojej figury, ani do mojego stylu (nie żeby ten był jakoś konkretnie sprecyzowany, ale przynajmniej wiem, czego NIE LUBIĘ), czułabym się w tym jak przebrana. Marzy mi się powrót dżinsów bootcutów i bluzek / swetrów / marynarek długości do pasa. Oraz zmierzch ciuchów odcinanych pod biustem albo pod nim rozszerzanych, które zamierzam nosić dopiero w ciąży, bo tu faktycznie mogą się okazać funkcjonalne. Generalnie, jak dla mnie jest słabo i wychodzi, że wybrałam sobie dobry czas na oszczędzanie:)
czwartek, 20 września 2007
polecanki, ochrzanianki oraz jedno odkrycie
Dzisiejsza bielizna: czarny stanik z bordowymi haftami, gatki różowo-bordowe w paski. Nic do siebie nie pasuje :)) Chciałam się, Drogie Puchate Istoty, podzielić z Wami moimi ostatnimi odkryciami i spostrzeżeniami natury, hmm, ogólnie zakupowej. Więc po pierwsze: w Sephorze mają świetne eye-linery. Oprócz zwykłych, z których zakupiłam dwa - grafitowy i zielony - i które nieźle się nakładają i dobrze się trzymają, ale są całkowicie nie wodoodporne (przetestowane na dużej ilości łez), no więc oprócz zwykłych posiadają tam także obłędne eye-linery brokatowe! Powiadam Wam, oko w brokacie robie niesamowite wrażenie. A ileż frajdy sprawia wymyślanie makijażu z takim brokatem! Przyznaję, że mogliby nieco popracować nad aplikatorem - pędzelek, który już zdążył mi się rozszczepić - ale sam gadżet jest świetny. Polecam. Po drugie: być może znacie, ale dla mnie do odkrycie - marka Isana. Z marki tej posiadam kilka produktów i muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona. Nie dość, że są one dobrej jakości, to ich cena jest zdecydowanie przystępna. Za słój kremu do ciała z oliwką 500ml zapłacicie ok. 6 PLN, a uwierzcie, stopy, które smaruję codziennie ze względu na możliwość powstawania bąbli, jeszcze nigdy nie były tak gładkie. (Nie, nie smaruję TYLKO stóp :]) Świetnie nawilża i ładnie pachnie. Polecam także żel do golenia (akurat posiadam o zapachu brzoskwini) oraz przede wszystkim płyn do kąpieli. Wybrałam zapach mleka z miodem, bo bardzo lubię, ale są tez i inne. Płyn się przyjemnie pieni i, co najważniejsze, nie wysusza skóry, jak inne wypasione uprzyjemniacze kąpielowe. Zdecydowanie będę stawiać na Isanę. Po trzecie: ochrzanianka. Projektantowi serii XLNT (tej dla grubych kobiet) w KappAhlu powinni zrobić jakąś poważną krzywdę. Albo chociaż zwolnić. Wyobraźcie sobie, że przeglądając wieszaki ze spodniami znalazłam... rurki. Z ciekawości aż przymierzyłam. Muszę powiedzieć, że wrażenie było, jak to się brzydko mówi, porażające. Spodnie opinające DOKŁADNIE nogi, które nie powinny być opięte to jakaś koszmarna pomyłka. I już abstrahując od rurek i serii XLNT, zauważyłam, że w ogóle w tych seriach, zarówno w KappAhlu, jak i w Hajemowym B&B dominują spodnie ze zwiężanymi nogawkami. Nie wiem, doprawdy, kto odpowiada za te kolekcje, ale nie jest to ktoś, kto wie, jak ubierać grube kobiety... Bo przecież w zwężanych nogawkach z figury robi się gruszka :] A mi się tak marzą spodnie za kolano z szerokimi nogawkami i nieco opięte na pupie... Po czwarte: odkrycie. Trafiłam jakiś czas temu na forum Lobby Biuściastych i dowiedziałam się, że większość z nas ma źle dopasowane staniki. Z reguły sa one za szerokie w obwodzie i za małe w miseczkach. I jeśli dobrze dopasować biustonosz, to nie robią się buły i nie trzeba takiego co chwilę poprawiać. Na blogu Stanikomania, który można znaleźć w naszych zakładkach, znajduje się za to mnóstwo przykładów, że "nietypowe" rozmiary wcale nie są takie nietypowe! Ponadto na forum można się dowiedzieć, jak się zmierzyć i jak dobrać rozmiar stanika. Co najważniejsze, można się także dowiedzieć, gdzie kupić nietypowe rozmiary. Dla czystej rozrywki polecę Wam również tę wypowiedź :)) To tyle refleksji, drogie Puchatki, niedługo być może zamieszczę sprawozdanie z polowania na oficerki.
poniedziałek, 13 sierpnia 2007
pachnący sutek
Dzisiejsza bielizna - stanib brązowy, koronkowy z Kappahla + majtki czarne proste figi Jeśli są na sali fanki zapachów Elizabeth Arden - 5th Avenue, Sunflowers czy tak jak ja Green Tea, zapraszam do aptek Superpharmu. Zniżki sa obłędne!
Ja już kupiłam ;D
piątek, 27 lipca 2007
irlandzki zespół pieśni i tańca na gościnnych występach
Dziewczęta puchate moje drogie. Myślę, że trzeba w końcu odpocząć od niezwykle poważnych i zajmujących tematach, bo ileż można kontemplować, arcyciekawą co prawda, geometrię skrzydeł Harriera. Dlatego proponuję dzisiaj - całkiem dla odmiany - zająć się czymś zgoła odmiennym. Zakupami. Zakópy
som do dópy Dzisiejsza bielizna:
różowa bardotka w czarne grochy wykańczana koronką i gacie do kompletu z siatką
zamiast tyłu. Wszystko śliskie oprócz siatki (satyna or wtf?) Czegóż więc
brakuje? Ano MAŁEJ CZARNEJ. Bo to i wyszczupla, i klasyczna elegancja etc. O jakżeż
byłam głupia !!! Po
pierwsze primo - krój. W myślach
podzieliłam te 'sukienki' na trzy typy. Oto one: 1) Jane
Austen's not dead. Obowiązkowo z płótna, obowiązkowo w łączkę, obowiązkowo
pastelowa, obowiązkowo z odciętym biustem (wiecie co mam na myśli, empirowa
talia, czy jak to się tam nazywa). Podobała mi się JEDNA - biała, prosta, do
połowy łydki, z haftowanym karczkiem. 85 euro... I uwaga, może ja się mylę, ale
zawsze mi się wydawało, że to przeszycie powinno być POD BIUSTEM. A tutaj, poza
tą jedną, przeszycie znajdowało się na POŁOWIE BIUSTU, dzieląc go na dwie,
wybitnie 'estetyczne' połowy. I bynajmniej nie wciskałam się w S-ki,
przymierzałam 14 (czyli jakieś 42). Niektóre w ogóle nie wchodziły na mój cyc,
a wcięcie dekoltu znajdowało się w tym miejscu gdzie niektórzy (nie zaliczam
się do tej grupy) mają biceps. Może ja jestem słabowita na umyśle, ale o co
kuffa chodzi??
Ale i tak
jestem rozczarowana. Nic to -
pozdrawiam. Ziraelka na gościnnych występach. Ze swojej strony dodam, że ogromnie się cieszę, że udało mi się złupić hajema na okoliczność kiecy wściekle różowej (no dobra, to jest FUKSJA, chociaż fuksja to KWIAT :P), wiązanej na szyi z megadekoltem (w związku z czym musiałam złupić również KappAhla w związku z brakiem odpowiedzniego cyckonosza), z fajnego materiału i utrzymującej się stylistycznie w okolicach lat 40-tych ub. wieku. Jak mnie jakieś śluby dopadną, to będzie jak znalazł :)) A_GW
piątek, 06 lipca 2007
1000.
Dzisiejsza bielizna: nie przyznam się, wszystko co lepsze - w praniu :P (Za to dzisiaj jestem cała hajemowa. Nawet kapelusz :] Ale ja nie o tym...) Dziewczęta me drogie i puchate, jestem z nas dumna. Znajdujemy się na, jakże zaszczytnym, 1000. miejscu w rankingu popularności blogów!
piątek, 15 czerwca 2007
sutek poleca na każdą okazję
moja bielizna - brązowy stanik koronkowy od Kapphala i majtki z serii szare blizniaki - choć wolałabym siedziec teraz nago... Szybka reklama produktu doskonałego. Wodoodporny tusz do rzęs Lancome. Sprawdzony na plaży, pogrzebie i na deszczu. Trzyma się na rzęsach kilkanaście godzin. Prócz trwałości gwarantuje wydłużenie i pogrubienie rzęs. Koszt - ok 120 zł - opłaca się. Polecam!!!
niedziela, 22 kwietnia 2007
o rozmiarach
Kilka dni temu, by pocieszyć sie w dniach wyjątkowego dołka, wybrałam się na zakupy z myślą o nabyciu sukienki na ślub Sio. Znalazłam jedną taką cudowną, zakochałam się i stanęłam przed olbrzymim problemem. Jaki rozmiar z wieszaka zdjąć? Zerkam na dostępne - 36, 38, 40, 44. A ha! Nie ma 42 mojego najbezpieczniejszego* rozmiaru sukienkowego! Wzięłam 40, przymierzyałam i okazało się że jest delikatnie przyduża (żeby było śmieszniej - w biuście). Koleżanka więc wepchała mi do przymierzalni 38 i kurka zmieściłam się w nią choć cycki lekko wypływały. Owszem, ostatnio chudnę intensywnie (areobik+ruch+stres+małe porcje żywieniowe robia swoje) ale bez przesady! No i tu właśnie jest pies pogrzebany. Skelpy zaniżając rozmiarówki wmawiając nam, że jesteśmy takie fajne bo mieścimy się już w M, a kiedyś przecież L to było minimum. A kobiecina myśli sobie "skoro jestem taka fajna i mieszcze się w 'nie mój rozmiar' to chyba kupię te kiecke/spodnie/bluzke cokolwiek, no". I tak zarabiają koncerny. Na świecie coraz więcej jest anorektyczek, dla nich stworzyli najpierw XS, potem XXS a niedawno nawet rozmiar 0. Coś tam się dzieje w Hiszpanii w kierunku ustalenia jednej rozmiarówki i wygnania z wybiegów wychudzonych wieszaków, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni. W Polsce średni rozmiar dla pań to 44. Kobiety więc nie portestują, bo fajnie się czują z tym, że wbiły się w "mniejszy" rozmiar. Sama kupiłam ostatnio ucieszona mniejszym rozmiarem spódniczkę. Koncerny (HiM szczególnie, same powiedzcie) zacierają rączki i liczą pieniążki. Biznes się kręci. Ale jak długo tak można? Mnie osobiście to wkurza. Wolałabym kupić to 42 niż być oszukiwana. A wy? * cycki, to wszystko zawyżają cycuszki moje ;p Inspirowane artykułem z Cosmo 05/2007
czwartek, 15 marca 2007
Styl
Dzisiejsza bielizna: żółty ręcznik w tulipanki;) Coś czuję, że będzie długa notka, więc zapytam krótko a konkretnie: jaki jest Wasz styl? To znaczy, jakie są w nim elementy, którym jesteście niezmiennie wierne, a jakie w miarę możliwości staracie się dopasowywać do bieżących trendów? Określiłybyście się jako zachowawcze, ekstrawaganckie, nadążające, spokojne, jeszcze inne (określeń jest pewnie legion) czy może w ogóle ponadto? Kto za nic nie założy różowej kiecki, kto najlepiej czuje się w rozwleczonym swetrze, kto uznaje tylko seksowną bieliznę, kto nie wyobraża sobie życia bez dwudziestu pięciu par butów, kto lata cały czas w jednej parze ukochanych dżinsów, kto nienawidzi pomarańczowego i kratki, kto uwielbia bluzki koszulowe, kto stawia na dodatki, a kto woli minimalizm, kto ubiera się dyskretnie, w skrytości ducha marząc o okazji, która da mu pretekst do pokazania się w skąpym panterkowym wdzianku?;))))) Na ile Wasz styl jest zależny od zalet bądź mankamentów figury? Co lubicie podkreślać, a czego nie pokażecie za żadne skarby? Piszcie. Może być ciekawie:) U mnie jest tak: Elementy i zasady, którym jestem wierna, to 1. Prostota. Nie, że minimalizm, geometryczne formy i monochrom, ale od przesadnego wyrafinowania, orgii wzorów, kolorów, biżuterii i dodatków dostaję kręćka. Lubię nosić zestawy skompletowane z tylu ciuchów, ile to naprawdę konieczne - spodnie, bluzka, coś na bluzkę gdy zimno - nie lubię kombinacji typu bluzka koszulowa (żeby kołnierzyk wystawał), na nią sweterek, na niego kamizeleczka, pod spódnicą legginsy. To tak, jak mam z urządzaniem mieszkań o którym pisałam na Misiu - może to i fajne, ale ja tego nie ogarniam. Zbyt duże skomplikowanie tak przestrzeni, jak i ciuchów mnie przytłacza. Poza tym to ja mam dominować nad strojem, a nie odwrotnie, że jak ktoś będzie na mnie patrzył, będzie widział piórka, szaliczki, bransoletki, million świecidełek, dziesięć faktur materiału, sto kolorów, dwieście falban... tylko nie mnie. 2. Prosto nie znaczy nudno. Lubię ciuchy z charakterem. Nigdy nie kupię np. banalnego tiszertu z długim rękawem w smętnym kolorze, bo sam w sobie może marny, ale będzie super wyglądał w połączeniu z obecnymi w mojej garderobie żakietem / naszyjnikiem / kamizelką. Bo właśnie nie mam głowy do kombinowania. Przerasta mnie takie wizjonerstwo. Dlatego wybieram takie rzeczy, które bronią się pojedynczo. 3. Wolę ciuchy gładkie niż wzorzyste, ale nie, że wzorów w ogóle nie noszę - tylko są u mnie przypisane do określonych typów ubrań. Krata - wyłącznie na bardzo przeze mnie lubianych zapinanych na guziczki koszulkach z krótkim rękawem (wyjątkiem potwierdzającym regułę jest w mej szafie pojedyncza tunika), a jeśli na spodniach, to tylko z tweedu lub materiałów tweed udających (przy czym takich spodni aktualnie nie mam i nie planuję nabyć). Paski poziome - wyłącznie na sportowych koszulkach bez rękawów. Kropki i kwiatki - prawie nigdy. Afryka dzika - chętnie na dodatkach oraz bieliźnie, uwielbiam zwłaszcza panterkowe majtki. Paski pionowe - NIDGY I NA NICZYM (nie zaliczam do pasków prążków, prążki to zupełnie inna kategoria). 4. Polśniewaczom nie jestem przeciwna, ale wyłącznie jeśli występują z umiarem ( tak w obrębie pojedynczego ciucha, jaki i całego zestawu - w sensie, że jeśli mi się coś tam dyskretnie świeci na dupie, to na bluzce już nie ma prawa). Granicę umiaru każdy ma swoją własną, to kwestia smaku. W każdym razie osoby znające mnie z realu mogą chyba potwierdzić, że nie lśnię jak choinka;) 5. Uwielbiam połączenie białej bluzki z niebieskimi dżinsami. Czy jest to zwykły tiszert i wytarte spodnie, czy bluzka koszulowa i dżinsy takie bardziej wypasione plus obcas, czy ludowa bluzeczka, spodnie z dziurami i sandałki - kocham zawsze. Bezpretensjonalne, dobre w każdym wieku, przy każdej figurze i na prawie każdą okazję, zależnie od szczegółowych fasonów i dodatków. Białych bluzek, najróżniejszych, oraz dżinsów ci u mnie dostatek:) 6. Zamiłowanie do ciuchów sportowych. Pewnie, że nie są na każdą okazję, noszę je zresztą znacznie rzadziej niż kiedyś. Ale wciąż bardzo dobrze czuję się w bluzach, spodniach do treningu i adidasach. Tu mnie odeszło, bo połowa młodej Szkocji tak chodzi (plus złoto), a jednak miło się trochę wyróżniać. 7. Nie przepadam za ciuchami w stylu india-shopowym. Oprócz chińskich bluzeczek ze stójką nie lubię orientalnych klimatów. 8. Ponieważ mam okragłą buzię, nie noszę golfów, półgolfów, amerykańskich dekoltów ani obróżek. Dekolty chętnie głębsze (nie że cycki na wierzchu, ale mostek już tak), albo łódkowe, albo opadające z ramion. 9. Ostatnio trochę się przełamałam, ale generalnie jestem niespódnicowa. W ultra obcisłych dżinsach czuję się równie sexy jak w kiecce, z tym że raz, że bardziej swojsko, dwa, że nic mi się w nich nie podwinie ani nie podwieje;) 10. O właśnie. Zdecydowanie preferuję obcisłe ciuchy. Nie lubię, kiedy coś się za mną wlecze, plącze, powiewa albo dynda. Wyjątkiem są bojówki, bo widział kto obcisłe bojówki?;) 11. Nigdy nie noszę nakryć głowy, obojętnie jaki mróz. Ze względu na włosy, które zaraz mi się odkształcają - mam włosy bardzo podatne na mechaniczne odkształcanie, pogodę i takie tam - ale choć to nie wina gustu uwzględniam, bo to też w praktyce element stylu. 12. Rzadko chodzę w odkrytych butach. Ma to coś wspólnego z moją schizą paznokciową (pamiętacie?), a dokładniej, tamta schiza jest pochodną schizy stopowej. Ludzkie stopy, nawet najładniejsze (własnym zresztą nie mam nic do zarzucenia) mają dla mnie w sobie coś obleśnego. Czytaliście może Milczące psy? Jeśli tak, kojarzycie zapewne postać Grabkowskiego. Z tym panem to bym mogła sobie rękę podać. I uprasza się o niepolemizowanie z tym punktem, nie wyrażanie zdziwienia itp. Tak mam, nic nie poradzę, trudno. 13: Generalnie: prosto, wygodnie, trochę sportowo, trochę sexy, ekstrwagancja tak, ale jako przyprawa, nie danie główne:) To, co się w moich preferencjach cyklicznie zmienia: 1. Ulubione kolory. Wierna jestem jedynie białemu, poza tym przerobiłam już okresy zielony, czerwony, czarny oraz błękitny. Obecnie najchętniej noszę czerń z bielą i szarością plus zieleń. Lubię ciemny brąz, ale unikam, bo mam ogólnie brązową kolorystykę (włosy, oczy, opalenizna) i by było nudno:) 2. Fasony spodni. Zaklinałam się, że nie kupię rurek - i mam dwie pary. Wcześniej nosiłam bootcuty, spodnie szerokie, biodrówki; mam też fazę na takie z wysokim pasem. Bootcuty są zawsze namber łan, ale tu jestem otwarta na nowe. 3. Dodatki zwykle bez oporów kupuję takie, jakie aktualnie są na czasie, czego nie można powiedzieć o pozostałych moich rzeczach (tu kieruję się wyłącznie gustem). Nawet, jeśli jakaś pierdółka za 3 funty będzie za rok kompletnie passe, kto by tego żałował?:) Dysproporcja między tym, co elastyczne a tym, co niezmienne, jest raczej spora;) No, to czekam na Was:) EDIT Poniżej wklejam wypowiedź Meadwyn, której z przyczyn obiektywnych nie da się niestety dodać do komentarzy. Na przyszłość lepiej piszcie od razu w oknie, zamiast wklejać, bo blox niestety klasyfikuje to jako spam. Mead napisała: Pójdę trochę na łatwiznę, ale za 45 minut ćwiczenia, więc rozumiecie
czwartek, 01 marca 2007
Szał uniesień - fo na zebrze
Dzisiejsza bielizna: szary stanik z Kapphala - spłaszczający piersi, mój ulubiony ostatnio, szare majtki z białym kwiatkiem po boku. Czekając na wiosnę, nowy sezon, szczuplejszą sylwetkę i wpis o Izrael style opowiem Wam o tym co w sklepach wisi a co kusi forsycję najbardziej ;D Będąc na feriach w domu miałam okazję zwiedzić koszalińskie centrum handlowe. Zawartość tego pomarańczowo-srebrnego pudełka niczym nie różni się od zawartości naszych CH, ale jedna rzecz wpadła mi tam w oko i do tej pory tkwi w nim. Oto bowiem wśród tych pasiastych szarości, które królują na wieszakach (uwaga dziewczyny - w tym sezonie szarość to nowa czerń!), obok panterek, które mnie osobiście kojarzą się z Peggy Bundy, dojrzałam deseń niedoceniony - zebrekę! O zgrozo wypatrzyłam go na torebce za jedyne 878 zł (chciałam ją nawet kupić ale ta przednia ósemka mnie onieśmieliła;/) tak miękkiej i tak głośno krzyczącej "weź mnie", że kiedy okazało się iż mnieć jej nie będę prawie się popłakałam ;( Od spotkania z torebką w zeberkę minęło już kilka tygodni a ja chodzę jak struta powtarzając "ludożerka chce zeberkę". Panterek nie trawię, paski mnie poszerzają. Jedynym rozwiązaniem na nowy sezon jest zebra. Po każdą postacią. Mieszanka czerni/szarości i bieli. Od tego czasu kupiłam przecudne kolczyki - 12 zł
Bluzkę w H&M za jakieś 30 zł
tu szok - jest to rozmiar M, który jest z deka za duży, szczególnie po praniu, cycki z dekoltu wyskakują;/ Ale to już kwestia bawełny, niestety... Wybrałam się też po baleriny w zeberkę - 129,00 zł Będąc już w Zarze i wspominając Asła, która także uległa urokowi zeberki i kupiła baletki w ten wzór, rzuciłam okiem po sklepie i zakochałam się;D Oto szczęśliwe baleriny, które pokonały zeberkę zarówno cenowo (99,00 zł) jak i deseniowo. Kolory pozostają takie same, więc przygotujcie się na czarno-białą forsycję tej wiosny ;D
poniedziałek, 08 stycznia 2007
Dlaczego nienawidzę kupować spodni
dzisiejsza bielizna: zielone przezroczyste gatki Może powinnam kupować w sklepach dżinsowych, ale zniechęca mnie, że tam wszystko leży poukładane w kosteczkę, zamiast wisieć na wieszakach. Robię błąd?
czwartek, 28 grudnia 2006
sklepów oswajanie
Dzisiejsza bielizna: stanik czarny koronkowy w czerwone kwiaty, gatki bawełniane czerwone w czarne serduszka, all from KappAhl. Drogie Moje! Wiecie doskonale, że zmagam się z poważnym zakupowym problemem - nie znajduję na się rozmiarów. Konkluzja jest taka, że niepotrzebnie się bałam. Opanował mnie strach przed pogardliwymi spojrzeniami ekspedientek i własnym rozczarowaniem, gdy spodnie zatrzymują mi się na udach. Okazuje się jednak, że nie wszystkie sklepy zatrzymały się na 38. To bardzo pocieszające :)) |